|
24 I 2009r.
2010-01-24
Niedziela… dzień który jest zwykle zainaugurowany pięknym porankiem, wszystko jest pozytywne i się błyszczy. Jak zwykle w niedziele wstajesz leniwy odurzony weekendem. I skończyła się normalność niedzieli, dalej zaczął mnie prześladować standardowy niefart ale ciągle powleczony pięknym zimowo-niedzielnym porankiem. Poranne dedukacje wysnuły wniosek że warto pójść rano do kościoła, więc ja- chytry chłopak ogarnąłem się szybko i bez śniadania poszedłem pieszo do kościoła. Wokół ciągle pięknie: białedrzewkaśniegptaszkinahoryzonciemorze. I w tym całym iściu nagle coś zaczęło mi przeszkadzać. Uświadomiłem sobie że jest cholernie zimno. Gdy spostrzegłem że wilgotne włosy stwardniały i zrobiły się z nich takie dziwnego rodzaju sople, spodobało mi się to i postanowiłem robić częściej taką sztuczkę. No nie ważne. Dążę do tego by powiedzieć wam, że kościół był nieczynny (spóźniłem się godzinę) a wracając ciąg białedrzewkaśniegptaszkinahoryzonciemorze już mnie nie zachwycał tylko tworzył tło do przeklinania w rytmie jazz’ u. Oczywiście sklepy w okolicy w niedziele zamknięte, a na śniadanie nic nie ma no bo oczywiście nie chciało się frajerowi biegać do sklepu po chleb w sobotę. Jeszcze jedna rzecz mnie nurtuje. Mianowicie jestem winien przeprosiny za tą nieudaną ekspresje uczuć do pewnego debila na ulicy którą zamieściłem w poprzednim poście. No nie wyszło no, co zrobić. Olać… Jak kogoś jednak najdzie ochota na pytanie ( może być nawet o to jak otworzyć słoik*) to propozycja dalej aktualna. *należy przywalić głową w coś twardego na tyle skutecznie by wybić sobie wszystkie siekacze, z takim upgrade’em uda nam się otworzyć prawie każdy słoik See you later, aligator (zasłyszane w starym filmie, ale się chociaż rymuje) Skomentuj [0]
21 I 2010r. 2010-01-21
Oto refleksja która naszła moją głowę podczas spaceru wzdłuż stadionu, wiem że trywialna forma trochę zabija treść jaką chciałem przekazać i nie oddaje uczucia z jakim bym to mówił… No bo bym się śmiał, a nie potrafię tego odwzorować (emotikonów nie lubię i stosował ich nie będę )
Ja noszę ciężkie czarne skórzane robocze buty, ty mięciutkie szmaciane adidasy z żelową wkładką. Ja noszę BDU albo moracze, ty gumowane jeansy co by cię w dube nie piły Ja ubieram się na czarno, ty nosisz obcisłe podkoszulki z błyszczącym cekinowym napisem Freedom Ja słucham muzyki, od której większości społeczeństwa pękają czaszki, ty nawet nie muzyki tylko prostych dźwięków posklejanych z tępym rytmem do których wybęłkane są słowa o miłości do tej jedynej na dyskotece poznanej I kto z nas jest bardziej męski SKINIE
Brak ciekawszych refleksji albo okaleczeń z głupoty odbiera mi wenę pisania, więc jeżeli ktokolwiek to przeczyta i ma ochotna jednorazową interakcję niech zada mi w komentarzu pytanie… o co kol wiek daje Tobie tym samym dość dużą władzę więc ciesz się nią,
Dobranoc 19 I 20010r. 2010-01-19
Ogólnie to rutyna dlatego dziś trochę roztkliwiań moralnych nad swoim życiem jakże dramatycznie nieszczęsnym, bo nie wierze że nie ma takich ludzi na świecie , którzy lubią czasami porównać swoje życie do dennego serialu. I tak nawiązując tematem do dzisiejszego dnia, gdy już ta arcycycata kobieta z lektoratu angielskiego (naprawdę dojna musi być) z wielką łaskawością wystawiła mi na semestr 3+ no bo oczywiście żeby mnie dobić los musiał mi zabrać pół punkta do czwóry która mogła mi dać jednoimienną ocenę na koniec i tym samym przybliżyć do przyszłego zwolnienia z egzaminu. No ale ogarnęło mnie te uczucie jako takich ferii, mam luz i mogę z czystym sumieniem się nawalić… Jednak takie złudzenie nie trwało długo no bo jak na pechowego studenta medycyny płci o męskiej oczywiście na mnie spadła ni stąd ni z owąd prezentacja o narządach rozrodczych mężczyzn na czwartkowe prosektoria. (Uwaga zaczyna się ociekający jadem sarkazm) Jak ja kocham prezentacje o penisach! Nie ma nic ciekawszego niż opowiadanie o członkach z jednym autentycznym w ręku i drugim uchowanym w bokserkach. Zawsze marzyłem o tym żeby zostać urologiem i do końca swojego życia leczyć penisy i per rectum badać prostaty… (/sarkazm) Wybaczcie ale jeszcze po prostu trochę mnie to przeraża Analizując dalej mojego pecha to mam już za sobą następujące ciągi zdarzeń: 1) Spotkanie organizacyjne jakiejś studenckiej organizacji-> nuda-> coś co chyba nazywa się dyskoteką-> jeszcze większe zażenowanie-> ucieczka w popłochu ale z tarczą-> dwie koleżanki-> wyprawa na stare miasto-> monopolowy-> wino-> brak korkociągu-> próba starego tricku otwierania wina pomadką koleżanki-> kamień pod butelką-> pęknięte szkło-> rozcięta tętnica-> fontanna KRWIIII-> utrata przytomności na bruku-> chyba taksówka-> szpital-> ładna pielęgniarka-> chamski lekarz-> szkło już miesiąc wrośnięte w skórę 2) Samotny wieczór w mieszkaniu-> gin+ spirte-> natchnienie-> gitara-> śpiew-> przeniesienie jednoosobowej imprezy do pokoju współlokatora-> burdel-> dziwne uczucie-> uświadomienie widowni-> wrażenie że to ta autentyczna czaszka słucha-> lęk-> ucieczka w popłochu-> baja-> sen/koszmar-> przyjaźń z nawiedzoną czaszką na co dzień Dość tego roztkliwiania się nad sobą, resztę historyjek zostawi na potem Nie mam na co narzekać, mimo podrapanych pleców chociaż w jednej płaszczyźnie się spełniam… jak mawiał Tuwim: „Dura sex sed sex”- twardy sex ale sex Tym miłym akcentem życzę wszystkim dobranoc 18 I 2010R. 2010-01-19
A więc poniedziałek, a z niego najciekawszy poranek: Poprzedniego wieczoru jakaś demoniczna siła pokierowała moją ręką sięgając do dużej szuflady i znajdując tam stary budzik- prezent na wyjezdne od tatusia. Z zapałem nastawiłem maszynę, ustawiłem budzi i postawiłem na szafce by tym głośnym (o taak, cholernie głośnym) tykaniem utulała mnie do snu. To co się działo rano można śmiało zaliczyć do sytuacji w której organizm zużywa całe pokłady zgromadzonej w nadnerczach adrenaliny do walki o życie… Tak, pamiętam to jak by było wczoraj (no bo było wczoraj ale wczuwam się w klimat bajarza z fają w gębie i delirium mortis od taniego wina), teraz leci w tle taka muzyczka z syntezatora i mgiełka retrospekcji spowija moją twarz. Tonąłem w błogiej nieświadomości snu nawet o tym nie wiedząc gdy nagle rozpaczliwy ryk zaczął wyrywać mnie z tej sielanki. A musiał być to dobry sen bo niewygodna erekcja dała o sobie znać, jednak oscylacje dźwięku wyszarpywały mnie za kostki na ziemię i nagle w pełni go usłyszałem… TI DI DIT TI DI DIT TI DI DIT, tego dźwięku nie nagrano w naszym świecie, co to to nie, jednak podjąłem walkę i wrzasnąłem z całej siły : „ZAMKNIJ SIĘ KURWO” (oczywiście pozwoliłem sobie na to bo współlokator wyjechał). Bestie nie wzruszona obelgą Tidała sobie w najlepsze, zebrawszy w sobie całą siłę jaką dałem radę skumulować poniedziałek rano skoczyłem na szafkę atakując budzik Madei China, ale jak to bywa z kitańcami frajerzy nie dali normalnego wyłącznika… po długi czasie szukania małego czarnego pstryczka wśród innych czarnych pstryczków na oczywiście czarnej obudowie zakończyłem torturę. Ale co teraz? Rozwalić szmatę o podłogę, czy tylko wyjąć baterię, a może zostawić i iść spać? Gdy tak rozważałem zwiesiłem mózg co moje ciało odzwierciedliło stojąc z pochyloną głową wpatrującą się w stopy. Gdy uświadomienie przyszło w końcu (a nie śpieszyło się frajerce) pobiegłem się odlać… Tak zaczął się nudny dzień nad którym dłużej nie będę się roztkliwiał Kolorowych snów 17 I 2010r. 2010-01-17
Tak więc w celu zmarnowania czasu i w odpowiedzi na nieugaszoną od lat chęć założenia dziennika mojego życia postanowiłem zapisywać tutaj swoje codzienne ekscytacje nowymi dniami. Od razu ostrzegam że studiuje medycyne co może sprawić że często będę pisał skurwiale wulgarnie, często będę pisał w stanie pijanego natchnienia, często będę pisał o zboczonych porywach mojego zaślinionego libido, a czasami wylewał krew na klawiaturę w stylu którego nie jedno jakże śmieszne emo by się nie powstydziło... Niestety zakładam że jednak będzie nudnie, znaczy nie zawsze bo jak się przekonacie życie takiego pechowca jak ja może się szybko skończyć albo dobijać mnie powoli dziwnymi zbiegami okoliczności, które niektórzy widzą tylko w fikcji kina albo książki. Cholera ale długie zdanie. Sam musiałem trzy razy przeczytać i poprawić ale już mi się nie chce dalej w nim grzebać więc po prostu nie zastanawiajcie się nad nim... Także po paru słowach wstępu przejdę do krótkiego opisania dnia dzisiejszego. Co by tu na początek? No bo początek był typowo niedzielny. Wstajesz o dziewiątej by wyłączyć trzeci raz nastawiany budzik, aby za godzinę obudzić się z nim wciśniętym w twarz. A co mnie obudziło? To wiadomość od mojej nowej dziewczyny z pytaniem czemu już wstałem. Nie ma co się dłużej roztkliwiać nad rozmową z Nią. po śniadaniu prysznicu i paru zwiechach umysłowych zacząłem przeglądać standardy internetowej rozrywki tracąc sporo czasu... potem zaczęła siędo mnie uśmiechać niedawno kupiona harmonijka. Rzuciłem sięna nią i nie odrywałem od ust przez godzinę, a gdy skończyłem język mi zdrętwiał jak przy zbyt długiej minecie... ale tak trzeba jeżeli chcę się nauczyć grać na pierwszym w multiinstrumentalnej karierze instrumencie. Posłuchawszy radia stwierdziłem że pora na samotny spacer, więc po godzinie zbierania się wyruszyłem nad morze. autobus->tramwaj i jestem, jest pięknie i piździ, przejechałem dookoła cały Gdańsk w nieogarniętym tramwaju więc nie mogę już wrócić no bo żal i tyle tego czasu spędzonego w tramwaju (nie żebym tego nie lubił). Idąc wzdłuż plaży odezwał się ten skurwiel lanser z mojej głowy wyją harmonijkę i zaczą grać w nadzieji że wejdzie w takim stylu w epickie obrazki obiektywów fotografów, których tam sporo było. po jakimś czasie na szczęście mróz i wiatr zrobił swoje i zmroził ręce usta i harmoszkę. Spacer w ciszy, oglądam ptaszki zamrożone kłody drewna, fale, brzydkie i ładne dziewczyny, bawiące się psy, statki i nagle molo. Wcale nie tak podświaomie dotarłem w okolice domu lubej. Wparowałem do niej zmarznięty i po czasie zaskoczony obecnościąjej mamy ale co zrobić. Obiadek-> herbatka+ciasto-> buzi do domu (w między czasie rozmowa o babilonie i koncernach rządzących światem z jej mamusią, nawet sympatyczną kobietą). W powrotnym autobusie uświadomienie dźwigania cały dzień podręcznika do anatomii. Dom, lodówka, komp.Sumienie krzyknęło za straconym weekendem więc sięgam po anatomię. Otwieram książkę, zerkam w górę a tam komputer, Joemonster->bash->lockerz->Joemonster. Sumienie... ale zaraz potem nieodparta potrzeba wypowiedzenia się na co kolwiek, jednak nigdy nie zrozumiałem działania forów, tak więc wylądowałem tu Co teraz? myślę żę anatomia jednak, potem możę jeszcze starczy czasu na poczytanie Kinga albo nie... Kolorowych snów (wybaczcie że tak dużo, ale to był mój dziewiczy pierwszy raz gdy pisze coś takiego) |

Subskrybuj blogi